Mam ostatnio wrażenie, że całe życie błędnie postrzegałam szczęście. Byłam pewna, że to jakiś niezidentyfikowany stan bliższy lotowi raczej niż czemukolwiek innemu, co znam. Próbuję niepostrzeżenie dzisiaj złapać gdzieś dym lekko unoszący się jeszcze ze wspomnień tych myśli. Głupie, z czegoś co o czymś myślałam a już nie myślę. Jak mogłoby zostać? Szczęście ma konsystencję śmietany. Osiemnastoprocentowej. Szczęście ścina się i wygląda brzydko. Szczęście potrafi się przeterminować w lodówce i zacząć śmierdzieć. Moje szczęście ma krótki termin przydatności do spożycia. Coraz częściej przekonuje się, że mam skłonności do przesady, wyolbrzymień, stawiania niezaprzeczalnych wykrzykników. Coraz częściej przekonujesz mnie do tego, żebym przekonana była ja o tych swoich niedociągnięciach emocjonalnych. Dorośnij! Natalio! Dorośnij! Najprostszą rzeczą na ziemi dla ciebie jest szczęście. Szczęście wynika z dojrzałości. Do szczęścia trzeba dorosnąć. Wszystko poza dojrzewaniem jest problemem nastoletnim. W nastoletnim życiu nie ma szczęścia. Szczęście to jest ład i porządek, szczęście jest w konsystencji kornflejksów. Szczęście stoi w szafce, zazwyczaj go nie jem, czasem po nie sięgnę. Przecież i tak się nie psuje, nie trzeba o nim pamiętać.
Gówno prawda. Szczęście ma pięć kilometrów łóżka które nas dzieli. Szczęście ma niedosyt dotyków i spojrzeń i niecierpliwe jest i grymaśne, gdy wciąż w kółko ogląda czyjeś plecy. Szczęście w śmietanie w zupie jest i myśli. Płynne wyjątkowo jest. Szczęście chce być rano dzieckiem, przytulonym, odprowadzonym za rękę. Ułożonym do snu wieczorem. Dbaniem o to czyje oczy zamkną się pierwsze. Staraniem się, żeby ta druga osoba zasnęła spokojnie.
Niedojrzała jestem i zła i przekreślam wszystko co dobre. Zrozum, moje szczęście jest tak bardzo, bardzo głodne. Nie wiem jak zaspokoić jego pragnienia, ssący ból w brzuchu zaczął doskwierać także i mnie i nie potrafię ci odpowiedzieć na żadne z tych dojrzałych, praktycznych pytań. Nie mam przepisu na spokój wieczorny, nie posiadam recept na zdrowie. Praktykuję wysyłanie sond dłoni, gdy twoja dotknie się z moim ciałem nie ma możliwość żebyś nie zrozumiał, czego mi brakuje. Język mam wystrzępiony, poszarpany, zniszczony, paskudny. Nie powie ci on już więcej przytul, pocałuj, przykryj słów kołdrą, ciepłą myślą, którą czuć bardziej niż pragmatyczne ‘przecież jestem obok’. Przestań być dojrzałym zimnem. Moje szczęście głoduje na pustyni pewne, że za następną wydmą musi przecież być oaza. Dojrzałe szczęście jest pewne siebie. Jak można być pewnym tego, że jest dobrze tak bardzo by przestawać dawać sobie sygnały dobrego-bycia?
Nie, nie wiem czego chcę. Nie wiem jak powinno wyglądać perfekt lajf tugeder. Nie mam pojęcia skąd bierze się miliard moich myśli. Nie wiem czy chcę je mieć czy nie.
Weź moje szczęście na spacer. Mam przeczucie, że twoje też by się przeszło. Twoje małe, skulone w kącie szczęście co słyszy codziennie ‘tata nie ma dla ciebie czasu, tata jest zmęczony’. Dojrzałe jest bo zbudowało sobie zbroje z odpadków ciepłych myśli.

(marysia jest stworzeniem zbudowanym ze słodyczków)



(12.12.2008 :: 10:14).


ank
lyszka
sara
kcz
barabara
maped
chili
bart uuuuu
hefalump

2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad