pozostawiasz za sobą niedopałki, brudne szklanki i smród, którego nie da się wywietrzyć. godzinami siedzę na podłodze w kuchni i czekam na cud. tak jakby zszedł ktoś z wyższego piętra, złapał mnie za rękę i powiedział, że idziemy położyć się razem na trawie. gdzieś dalej, wyżej od tego piekła.
choć podobno nie ma takiej mocy.
to konsekwencje wszystkich podjętych decyzji i słów, które zatrzymały się w gardle czekając na lepszą okazję. są namacalne, mogę je podnieść, obejrzeć i zasmucić się jeszcze bardziej.
wypalone dziury nie tylko na rękach, które zostaną pamiątkując te "wspólne chwile". są wyryte gdzieś głębiej, gdzieś na poziomie niewidocznym ani dla mojego, ani dla twojego zamglonego oka.
mówię ci dziś słowa, które zebrałam specjalnie na tą okazję. obróciłam każde z nich i dopasowałam jak puzzel do całości układanki. boję się a jednak liczę na cud. bzdura.
każdy mądry powie ci - dziecko, nie poddawaj się psychologicznym stereotypom. pisałaś ładne bajki i wciągałaś dużo amfetaminy, jesteś tak nad wyraz mądra. jak możesz ulegać codzienności spotykanej w patologii, nieopisanej wręcz boleści wynikającej z bezgranicznej wiary? jak możesz ufać komuś, kto wykorzysta każde twoje spojrzenie w bok żeby schować prawdę?
w kątach, w torbach na komputery, w skrzynkach z narzędziami chowają się puste butelki. duże dzieci oglądają mądre filmy i nie dają się sterroryzować codzienności. czy ty jesteś małym dzieckiem?
czy czym ty jesteś, hologramem siebie samej, niedopisanym przecinkiem i zapomnianą kropką nad i.
48 metrów kwadratowych - tyle zarobiłam codziennością, każdorazowym napędzaniem swojej turbiny i ruszaniem do przodu. tyle mam ze zdobywania wiedzy, która nikomu nie będzie potrzebna bo wszyscy dziś szydzą z twojego napakowanego cv. tyle właśnie mam z odkurzania kątów i chuchania na nasze, niegdyś wspólne i niegdyś nasze, kawałki świata. to w nie kładziesz się półprzytomny, pijany dziś jak i wczoraj, udający, że nicsięniestałokochanie. tyle właśnie mam z siebie, ładne mieszkanko z kolorowymi ścianami i nieopisany smutek.
to ja dzisiaj płaczę, wylewam z siebie upokorzenie i żal trzygodzinny. ty masz sen, pełen spokoju i czekania na kolejne wybaczenie, które zawsze przychodzi nad ranem.

odkładam dziś swój żal i smutek. wykopuję spod piątej klepki wszystkie wspomnienia, które naznaczone kwasem wyżarły ogromną dziurę.

dziś zamykam się tutaj ale już jutro to wszystko znowu będzie moje.

(15.01.2010 :: 03:07).


dziś nad ranem teraz właśnie odpisałam na maila do ojca mojego. co za specyficzne uczucie.
po co wszyscy naokoło jesteście skoro was nie ma, rodzino droga? każdy z nas i was, cała nasza trójka, bądź czwórka z dwoma tatusiami na pół, żadnego w całości. z siostrami, braćmi, dziećmi z nieprawych łóż, z prawych, mniej prawych z bardziej i mniej legalnych. wszyscy wy ze swoimi genetycznymi badaniami, z odkrywaniem naszej wspólnej przyszłości i szukanie w niej dowodów na to, że tak strasznie unikatowi jesteśmy. pokręceni wszyscy z osobna i razem jak mało która rodzina. pani psycholog co drzewko sobie rysuje i umieszcza nas na odpowiednich miejscach gubi się i nie rozumie. zresztą ja sama nie wiem co mówić jej mam o was. nie ma i mnie wedle własnej potrzeby i życzeń, wedle własnego rozkładu czasu.
bardzo jesteśmy oddzielnymi gwiazdami w podobnych układach słonecznych i całkiem nawet czasem do siebie pasujemy. a czasem tak całkiem nie.

lubię was i kocham tak teraz mało, wczoraj albo jutro trochę więcej.
rozmawiam sobie o was i was rozkładam na części pierwsze i wyciągam stamtąd co moje żeby powkładać z powrotem między swoje żebra i inne.
zbieram wszystkie niedopatrzenia, wszystkie kupki co narobiliście mi i sprzątam dzielnie malutką szczoteczką.

szuru szuru.

róbcie dalej swoje.

(12.07.2009 :: 05:55).


ank
lyszka
sara
kcz
barabara
maped
chili
bart uuuuu
hefalump

2010
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad